Relacje…czym one tak właściwie są? Jaki mają wpływ na młodego człowieka? Czym jest dla nas rodzina i czy potrafimy zdefiniować ten termin bez odwoływania się do naszych własnych doświadczeń , najbliższych oraz systemu wartości?
Zastanawiam się czy każdy potrafi się odnieść do tego tematu pozostawiając w tyle swoje własne przeżycia, zarówno te przykre jak i dosyć neutralne.
Dla mnie słowo „rodzina” określa grupę ludzi, niekiedy połączonych przypadkowo, którzy powinni być dla siebie wsparciem, dawać sobie miłość, bezpieczeństwo oraz zaufanie. Nie bez przyczyny napisałam o przypadkowości, bo my sami nie mamy wpływu na to w jakiej rodzinie się znajdziemy, ponieważ na ten termin składają się ludzie, którzy jak wiadomo są różni, a niestety to właśnie oni mają na nas największy wpływ i tak naprawdę kształtują nas od najmłodszych lat. Osoby najbliższe już od samego początku zaczynamy traktować jak autorytet, stają się dla nas wzorem, kształtem jaki sami powinniśmy przybrać. Najczęściej nieświadomie pokazują nam , jak radzić sobie w trudnych sytuacjach jak odnosić się do drugiego człowieka, jak okazywać radość, jak płakać, a właściwie to często jak tłumić negatywne emocje, bo przecież płacz to oznaka słabości. Już z samej obserwacji jesteśmy w stanie wynieść jak powinniśmy postępować w przyszłości. Dziecko obserwując codzienne zachowanie rodziców, ich rozmowy, gesty, wzajemne zachowanie wobec siebie w pewnym okresie swojej dojrzałości najczęściej przenosi te utarte mechanizmy, które zapadły mu w pamięci i które podpatrzył u swoich rodziców na późniejsze relacje. Często mówi się, że w rodzinach z wszelakimi dysfunkcjami chlebem powszechnym jest brak zrozumienia, deptanie człowieka jako indywidualnej jednostki, przemoc psychiczna jak i fizyczna. Młody człowiek wręcz chłonie i zapamiętuje sytuacje tego typu, zachowania domowników względem siebie czy też względem jego samego. Zamknięcie w niekiedy toksycznej klatce jaką jest nasz własny dom, sprawia, że czujemy się wybrakowani, niepotrzebni. Stajemy się intruzami dla samych siebie.
Przykładem rodziny dysfunkcyjnej trafnie opisanej jest „Świętoszek” Moliera. Główny bohater jakim jest Harpagon, przyjął postawę dyktatora względem swojej rodziny. Jego dzieci nie miały prawa głosu i pod żadnym pozorem nie mogły sprzeciwić się ojcu. Harpagon uwielbiał mieć władzę i poczucie sprawowania kontroli, do tego stopnia, że chciał on ingerować nawet w sferę uczuciową swoich dzieci i stwierdził, że to on powinien wybrać ich życiowego towarzysza. Bohater oczywiście w wyborze kierował się jedynie pobudkami materialnymi oraz korzyściami płynącymi z takiego związku. Był on strasznym skąpcem i to do tego stopnia, że miał ciągłe pretensje do swoich własnych dzieci o zbyt drogie stroje i złe inwestycje pieniężne. Co więcej miał chorą obsesję i czuł ogromny strasz przed wizją odnalezienia i kradzieży, przez któregoś z domowników drogocennej szkatułki zakopanej w ogrodzie. Harpagon chciał mieć ciągłe zabezpieczenie w postaci pieniędzy przez co jego rodzina tak naprawdę cierpiała. Materializm zdominował inne wartości . Mężczyzna nie okazywał uczuć swoim najbliższym, nie chciał być dla nich kochającym ojcem. Przyjął on raczej postawę władcy, bez którego wszystko wymknie się spod kontroli. Do tego dochodzi jeszcze brak pozytywnych wzorców. Atmosfera i chorobliwe skąpstwo w domu Harpagona doprowadziły do tego, że Kleant i Eliza myślą o ucieczce i rozpoczęciu samodzielnego życia z dala od ojca.
Sytuacja podobna rozgrywa się w „Lalce”, a dokładnie mam na myśli sytuację pomiędzy Izabelą Łęcką, a jej ojcem Tomaszem, który od maleńkości swojej córki zapewniał jej wszystko czego tylko potrzebowała. Dorastała w luksusie, a pieniądze nie miały dla niej większej wartości. Stanowiły jedynie środek do jej sprawienia. Dziewczyna dorastała w przekonaniu, że jest najważniejsza, a w takim myśleniu utwierdzał ją fakt, iż była jedynaczką i nie musiała się nigdy z nikim dzielić. Znajdowała się w centrum. Uważała, że wszyscy chcą ją podziwiać i nigdy nie spotka się z odmową.
Przez świat, w którym dorastała i wszystko było jej należne, stała się wrachowana i już w żądnym stopniu nie zwracała uwagi na innych ludzi. Jeżeli już postanowiła zrobić coś dla drugiego człowieka to tylko po to, by zyskać poklask wśród innych i pokazać się z jak najlepszej strony.
Według mnie nie można powiedzieć, że Izabela Łęcka, miała poprawny i zgodny z prawdą obraz świata, który jak sama twierdzi był stworzony dla niej. Wszystko co się działo było przedstawieniem dla jej osoby, a przykładem może być nawet burza sztormowa. Żyła w przeświadczeniu, że ludzie z niższych sfer, robotnicy żyją dla niej i ich zadaniem jest podtrzymywać świat , który sama sobie wykreowała. Cała arystokracja wykazywała się wartościami takimi jakie niosła ze sobą Izabela.
Przez to w jakim otoczeniu dorastała, miała kompletnie zaburzony światopogląd jak i wartości co przekładała na zachowanie względem innych ludzi.
Uważam, że również warto wspomnieć o motywie „szklanych domów”, który pojawia się w „Przedwiośniu”. Jeden z głównych bohaterów- Seweryn Baryka, po odzyskaniu niepodległości przez Polskę wraca do Baku, by odnaleźć rodzinę. Dowiaduje się, że jego żona zmarła. Namawia swojego syna Cezarego by wyruszył z nim do odrodzonej ojczyzny. By zachęcić sceptycznie nastawionego chłopaka do wyjazdu, opowiada mu o szklanych domach, które są budowane w Polsce. Jego opisy były bardzo realne. Podczas podróży wspominał, że widział je na własne oczy. Były nowoczesne i niezwykle funkcjonalne. Kolorystyka zależała od okolicy, w jakiej je budowano, ale oscylowała wokół bieli, fioletu lub nasturcji. Wizją która wydawała się równie fantastyczna było to ,iż taki dom montowało się w ciągu kilku dni, co na tamte czasy było czymś nieprawdopodobnym. Niestety w trakcie podróży mężczyzna zmarł, a sam Cezary musi zakończyć podróż w pojedynkę. Szybko po przekroczeniu granicy przekonuje się, że wizje i opowieści jego ojca są jedynie wymysłami i jednym wielkim kłamstwem oraz fantazją i nic z tego nie ma odzwierciedlenia w rzeczywistości. Zastał on jedynie nędzę, brud i ubóstwo.
Intencje samego Baryki nie były złe. Chciał on jedynie, aby syn wyjechał wraz z nim do ojczyzny, natomiast zamiast tego odszedł pozostawiając swojego syna z niesmakiem i wieloma pytaniami, na które już nie dostanie odpowiedzi.
Podsumowując, relacje rodzinne są bardzo ważne o ile nie najważniejsze w życiu młodego człowieka. Wychowanie, wspomnienia, obrazy, które zapisały się w jego pamięci są odbiciem jego późniejszego życia, a raczej zestawu cech i wartości jakimi będzie się kierować, dlatego tak ważne jest budowanie zdrowych więzi i przede wszystkim obserwacja samego siebie. Uważam, że im wcześniej zauważymy w sobie cechy, które być może są wynikiem przykrych przeżyć i doświadczeń tym sprawniej jesteśmy w stanie nad nimi zapanować do tego stopnia, aby nie rzutowały one na nasze przyszłe życie i stosunek jaki będziemy mieć do innych ludzi, jakie relacje będziemy tworzyć oraz jak będziemy traktować samych siebie.