Czym dla człowieka może być wolność?

Na samym wstępie zastanowiłabym się czym jest i jakie znaczenie przybiera termin „wolność”. Tak naprawdę definicji jest tyle ile oddzielnych jednostek, ponieważ każdy z nas ma własne objaśnienie tego terminu, poparte doświadczeniami i obserwacją, natomiast myślę, że z takim utartym i wszystkim nam dobrze znanym znaczeniem tego słowa, może zgodzić się zdecydowana większość, ponieważ generalizując, wolność daje człowiekowi po prostu prawo. Prawo do mówienia o swoich potrzebach, uczuciach, poglądach. Brak przymusu, możliwość działania w zgodzie ze swoimi przekonaniami, własną wolą. Człowiekiem wolnym jest osoba, która ma możliwość dokonywać własnych wyborów spośród wszystkich opcji jakie przed nią stoją. Za taką osobą stoi ona sama, nie ktoś inny, kto dyktuje jej jak ma się poruszać, co ma zrobić i co może powiedzieć, a czego nie. Wolność myśli i czynów jest jedną z podstawowych wartości i praw każdego człowieka, a ponadto według mnie jest to najważniejsza wartość w życiu każdego z nas. Możemy ją rozpatrywać na różnych płaszczyznach. Bardziej osobiście, kiedy jest odbierana pojedynczej jednostce w jakiś konkretny sposób oraz w ramach walki o wolność ojczyzny. Kiedy jest nam odbierana tracimy tym samym tożsamość i możliwość bycia szczęśliwym, ponieważ uważam, że nie jest możliwe być zadowolonym z życia człowiekiem w momencie, kiedy nie możemy decydować o samych sobie, o tym co chcemy robić i w jakim kierunku chcemy podążać.

Uważam, że wszelkie przykłady opierające się na historii, w zdecydowanej większości przypadków, w trafny sposób pokazują do czego doprowadza chęć władzy i ograniczenia społeczeństwa na wielu obszarach. Podjęcie takich działań nie zawsze jest czymś nagłym, zazwyczaj dzieje się o stopniowo, w taki sposób, aby nie było to bardzo widoczne dla społeczeństwa. Z czasem działania te nabierają pędu i zazębiają się wokół pojedynczych jednostek w taki sposób żeby zostały niemalże bezbronne, w zestawieniu przykładowo z władzą, kimś kto jest ponad nimi.

Bohaterowie „Pamiętnika z powstania warszawskiego” niestety doświadczyli odebrania wolności zarówno im samym jak i ich rodakom. Zdarzenia przedstawione w książce są wyjęte ze smutnej rzeczywistości jaka miała miejsce w 1944 roku. Jest to swego rodzaju pamiętnik autorstwa Mirona Białoszewskiego, który uczestniczył w powstaniu jako cywil. Starał się zrelacjonować możliwie najpełniej każdy dzień. Pokazał proces umierania Warszawy oraz zawziętej walki młodych żołnierzy, którzy walczyli o wolność swojego kraju i jego obywateli, których to prawa zostały bestialsko zdeptane. Byli gotowi zginąć i poświęcić własne życie w ramach sprawiedliwości i odzyskania utraconej wolności dla wszystkich.

Brnąc dalej w odczucia i wartość jaką stanowi dla człowieka wolność, myślę że warto wspomnieć o fragmencie „Dziadów” cz.III, w której to więzień nieustannie śni i rozmyśla o wolności. Jego wspomnienia przenikają się z marzeniami, które są jedyną odskocznią i czynnikiem który pomaga uporać się z nieznośną rzeczywistością, którą są mury i kraty celi więziennej. Zniewolenie doprowadziło go do momentu, w którym uświadomił sobie jak ważna była dla niego wolność i niezależność.

Człowiek w zamknięciu czuje się jak ptak, który został pozbawiony skrzydeł. Ta sytuacja nie jest dla niego normalna, nie leży w jego naturze. Jest torturą. Prawdziwe i powodujące największą bezsilność zniewolenie jest wewnątrz nas i często to od nas samych zależy czy się temu poddamy i zatracimy sens, wole walki, życia czy też wybierzemy własną drogę.

Odbieranie wolności słowa, czynów. Sprowadzanie wszystkich do jednej formy, ram i ujednolicanie ich indywidualności, szufladkowanie – To wszystko znajdziemy w „Ferdydurke”. Historia przedstawiona w książce nawiązuje do walki z formą oraz ukazuje sytuację głównego bohatera, który chce uciec z ram w jakich trzyma go otoczenie. Szuka wolności i siebie w tym wszystkim. Zaczyna się wręcz dusić w świecie w jakim żyje, pragnie znaleźć się w rzeczywistości, w której będzie mógł być sobą.

Przykładem, który dobitnie podkreśla stopniowe odbieranie praw i napawa strachem do wyrażania własnego zdania jest sytuacja, która ma miejsce w szkole, kiedy to uczniowi nie podoba się twórczość Juliusza Słowackiego, a nauczyciel jest oburzony i narzuca mu swoje zdanie, sposób myślenia, ponieważ według niego jest on jedyny i słuszny. Uczeń nie ma prawa do wyrażania swojej opinii, a tym samym jest mu pokazywane, że jego słowo się nie liczy. To co myśli, czuje jest nieważne i jeśli chce zdobyć sobie szacunek i akceptację, musi wpasować się w „formę”. Możliwość wyrażania siebie, swojej opinii, emocji, wrażeń i doświadczania ich jest niesamowicie rozwijającym doświadczeniem, którego nie powinno zabraknąć w życiu nikogo z nas, a już zwłaszcza w przypadku młodego człowieka. Odbierania prawa głosu, możliwości wyrażania siebie, własnych myśli jest kluczowe, ponieważ gdy to wszystko jest tłamszone człowiek zaczyna się wycofywać, pozostaje sam ze swoimi myślami, zamknięty w swojej własnej głowie.

Wolność możemy określić na wiele sposobów, da jednych będzie to ucieczka od toksycznego otoczenia, co sprowadza się do dążenia do komfortu psychicznego, szczęścia, odnalezienia swojej drogi i nauce stawiania granic, która swoją drogą jest niesamowicie ważna. Dla jeszcze innej osoby wolnością będzie zwyczajne i bezproblemowe wyrażanie siebie i tego kim jesteśmy. Możliwość wyrażania poglądów, podejmowania samodzielnych decyzji, wyrażania myśli, emocji…i mogłabym tak długo wymieniać. Przykłady które zdecydowałam się przytoczyć również pokazują, że każdy z nas w zależności od tego w jakim jest miejscu i czasie ma inną definicję wolności i ma ona dla niego inną wartość, inne znaczenie. Prawdą jest również to, iż bardzo często my sami nakładamy na siebie pewne ograniczenia, chcemy coś zrobić, coś powiedzieć, ale finalnie tego nie robimy…dlaczego?

Odnoszę wrażenie, że większość z nas już od najmłodszych lat miała wpajane do głowy nakazy i zakazy. Nie mogliśmy czegoś mówić, albo robić, bo tak się „nie powinno” lub „powinno” i to się za nami nieustannie ciągnie.

Normy, formy i ramy, a wręcz łańcuchy w które wielu z nas wpada i nie potrafi wyjść w obawie przed brakiem akceptacji czy to ze strony najbliższych czy otoczenia. Zwróćmy uwagę na to, że gdy ktoś ma odmienne zdanie, poglądy niż większość, zaczynają się dziwne spojrzenia, usilne próby namowy do zmiany. Zatracamy w tym wszystkim siebie i to czego MY jako oddzielna jednostka pragniemy od życia. Podsumowując uważam, że każdy z nas powinien się przyjrzeć samemu sobie i zadać pytanie „Czym dla mnie jest wolność i czy tak naprawdę jestem w pełni wolny?”, ponieważ sądzę, że nie jesteśmy w stanie tutaj wszyscy jednoznacznie tego stwierdzić, ani odpowiedzieć na pytanie.

Relacje rodzinne i ich wpływ na dalsze postrzeganie świata

Relacje…czym one tak właściwie są? Jaki mają wpływ na młodego człowieka? Czym jest dla nas rodzina i czy potrafimy zdefiniować ten termin bez odwoływania się do naszych własnych doświadczeń , najbliższych oraz systemu wartości?

Zastanawiam się czy każdy potrafi się odnieść do tego tematu pozostawiając w tyle swoje własne przeżycia, zarówno te przykre jak i dosyć neutralne.

Dla mnie słowo „rodzina” określa grupę ludzi, niekiedy połączonych przypadkowo, którzy powinni być dla siebie wsparciem, dawać sobie miłość, bezpieczeństwo oraz zaufanie. Nie bez przyczyny napisałam o przypadkowości, bo my sami nie mamy wpływu na to w jakiej rodzinie się znajdziemy, ponieważ na ten termin składają się ludzie, którzy jak wiadomo są różni, a niestety to właśnie oni mają na nas największy wpływ i tak naprawdę kształtują nas od najmłodszych lat. Osoby najbliższe już od samego początku zaczynamy traktować jak autorytet, stają się dla nas wzorem, kształtem jaki sami powinniśmy przybrać. Najczęściej nieświadomie pokazują nam , jak radzić sobie w trudnych sytuacjach jak odnosić  się do drugiego człowieka, jak okazywać radość, jak płakać, a właściwie to często jak tłumić negatywne emocje, bo przecież płacz to oznaka słabości. Już z samej obserwacji jesteśmy w stanie wynieść jak powinniśmy postępować w przyszłości. Dziecko obserwując codzienne zachowanie rodziców, ich rozmowy, gesty, wzajemne zachowanie wobec siebie w pewnym okresie swojej dojrzałości najczęściej przenosi te utarte mechanizmy, które zapadły mu w pamięci i które podpatrzył u swoich rodziców na późniejsze relacje. Często mówi się, że w rodzinach z wszelakimi dysfunkcjami  chlebem powszechnym jest brak zrozumienia, deptanie człowieka jako indywidualnej jednostki, przemoc psychiczna jak i fizyczna. Młody człowiek wręcz chłonie i zapamiętuje sytuacje tego typu, zachowania domowników względem siebie czy też względem jego samego. Zamknięcie w niekiedy toksycznej klatce jaką jest nasz własny dom, sprawia, że czujemy się wybrakowani, niepotrzebni. Stajemy się intruzami dla samych siebie.

Przykładem rodziny dysfunkcyjnej trafnie opisanej jest „Świętoszek” Moliera. Główny bohater jakim jest Harpagon, przyjął postawę dyktatora względem swojej rodziny. Jego dzieci nie miały prawa głosu i pod żadnym pozorem nie mogły sprzeciwić się ojcu. Harpagon uwielbiał mieć władzę i poczucie sprawowania kontroli, do tego stopnia, że chciał on ingerować nawet w sferę uczuciową swoich dzieci i stwierdził, że to on powinien wybrać ich życiowego towarzysza. Bohater oczywiście w wyborze kierował się jedynie pobudkami materialnymi oraz korzyściami płynącymi z takiego związku. Był on  strasznym skąpcem i to do tego stopnia, że miał ciągłe pretensje do swoich własnych dzieci  o zbyt drogie stroje i złe inwestycje pieniężne. Co więcej miał chorą obsesję i czuł ogromny strasz przed wizją odnalezienia i kradzieży, przez któregoś z domowników drogocennej szkatułki zakopanej w ogrodzie. Harpagon chciał mieć ciągłe zabezpieczenie w postaci pieniędzy przez co jego rodzina tak naprawdę cierpiała. Materializm zdominował inne wartości . Mężczyzna nie okazywał uczuć swoim najbliższym, nie chciał być dla nich kochającym ojcem. Przyjął on raczej postawę władcy, bez którego wszystko wymknie się spod kontroli. Do tego dochodzi jeszcze brak pozytywnych wzorców. Atmosfera i chorobliwe skąpstwo w domu Harpagona doprowadziły do tego, że Kleant i Eliza myślą o ucieczce i rozpoczęciu samodzielnego życia z dala od ojca.

Sytuacja podobna rozgrywa się w „Lalce”, a dokładnie mam na myśli sytuację pomiędzy Izabelą Łęcką, a jej ojcem Tomaszem, który od maleńkości swojej córki zapewniał jej wszystko czego tylko potrzebowała. Dorastała w luksusie, a pieniądze nie miały dla niej większej wartości. Stanowiły jedynie środek do jej sprawienia. Dziewczyna dorastała w przekonaniu, że jest najważniejsza, a w takim myśleniu utwierdzał ją fakt, iż była jedynaczką i nie musiała się nigdy z nikim dzielić. Znajdowała się w centrum. Uważała, że wszyscy chcą ją podziwiać i nigdy nie spotka się z odmową.

Przez świat, w którym dorastała i wszystko było jej należne, stała się wrachowana i już w żądnym stopniu nie zwracała uwagi na innych ludzi. Jeżeli już postanowiła zrobić coś dla drugiego człowieka to tylko po to, by zyskać poklask wśród innych i pokazać się z jak najlepszej strony.

Według mnie nie można powiedzieć, że Izabela Łęcka, miała poprawny i zgodny z prawdą obraz świata, który jak sama twierdzi był stworzony dla niej. Wszystko co się działo było przedstawieniem dla jej osoby, a przykładem może być nawet burza sztormowa. Żyła w przeświadczeniu, że ludzie z niższych sfer, robotnicy żyją dla niej i ich zadaniem jest podtrzymywać świat , który sama sobie wykreowała. Cała arystokracja wykazywała się wartościami takimi jakie niosła ze sobą Izabela.

Przez to w jakim otoczeniu dorastała, miała kompletnie zaburzony światopogląd jak i wartości co przekładała na zachowanie względem innych ludzi.

Uważam, że również warto wspomnieć o motywie „szklanych domów”, który pojawia się w „Przedwiośniu”. Jeden z głównych bohaterów- Seweryn Baryka, po odzyskaniu niepodległości przez Polskę wraca do Baku, by odnaleźć rodzinę. Dowiaduje się, że jego żona zmarła. Namawia swojego syna Cezarego by wyruszył z nim do odrodzonej ojczyzny. By zachęcić sceptycznie nastawionego chłopaka do wyjazdu, opowiada mu o szklanych domach, które są budowane w Polsce. Jego opisy były bardzo realne. Podczas podróży wspominał, że widział je na własne oczy. Były nowoczesne i niezwykle funkcjonalne. Kolorystyka zależała od okolicy, w jakiej je budowano, ale oscylowała wokół bieli, fioletu lub nasturcji. Wizją która wydawała się równie fantastyczna było to ,iż taki dom montowało się w ciągu kilku dni, co na tamte czasy było czymś nieprawdopodobnym. Niestety w trakcie podróży mężczyzna zmarł, a sam Cezary musi zakończyć podróż w pojedynkę. Szybko po przekroczeniu granicy przekonuje się, że wizje i opowieści  jego ojca są jedynie wymysłami i jednym wielkim kłamstwem oraz fantazją i nic z tego nie ma odzwierciedlenia w rzeczywistości. Zastał on jedynie nędzę, brud i ubóstwo.

Intencje samego Baryki nie były złe. Chciał on jedynie, aby syn wyjechał wraz z nim do ojczyzny, natomiast zamiast tego odszedł pozostawiając swojego syna z niesmakiem i wieloma pytaniami, na które już nie dostanie odpowiedzi.

Podsumowując, relacje rodzinne są bardzo ważne o ile nie najważniejsze w życiu młodego człowieka. Wychowanie, wspomnienia, obrazy, które zapisały się w jego pamięci są odbiciem jego późniejszego życia, a raczej zestawu cech i wartości jakimi będzie się kierować, dlatego tak ważne jest budowanie zdrowych więzi i przede wszystkim obserwacja samego siebie. Uważam, że im wcześniej zauważymy w sobie cechy, które być może są wynikiem przykrych przeżyć i doświadczeń tym sprawniej jesteśmy w stanie nad nimi zapanować do tego stopnia, aby nie rzutowały one na nasze przyszłe życie i stosunek jaki będziemy mieć do innych ludzi, jakie relacje będziemy tworzyć  oraz jak będziemy traktować samych siebie.

Confiteor-notatka

Sztuka nie jest ani pięknem, ani namiastka wiedzy. Staje się emanacja duszy, która pociąga za sobą absolutnie wszystkie stany emocjonalne, niezależnie od tego czy są one dobre czy też złe. Nie istnieje taki podział, a wszystkie emocje są równe. Sztuka stanowi esencje człowieka wewnętrznego, a przede wszystkim niesie za sobą pewnego rodzaju prawdziwość. Często obnaża smutna prawdę o nas samych i to co próbujemy ukryć, bo nie chcemy stać się słabi i bezbronni.
Artysta dąży do odtworzenia życia duszy we wszystkich jej przejawach. Nie narzuca sobie żadnych ograniczeń wpieranych przez społeczeństwo.

„sztuka nie ma żadnego celu, jest celem sama w sobie, jest absolutem, bo jest odbiciem absolutu-duszy”

Nie ma takich ram, w których można zamknąć sztukę i podporządkować ją jakiejkolwiek idei, bo każdy artysta ma własną i wyprowadza swój głos za jej pomocą. Sztuka zamknięta, przestaje być sztuką natchniona, ponieważ artysta nie może w całości przekazać siebie.
Powinna być czymś otwierającym, inspirującym i wskazującym swego rodzaju drogę, a wręcz może być dla nas podróżą wgłąb samych siebie.
Nie ma na celu wpływania na społeczeństwo moralnie, ani patriotycznie, bo jest to jednoznacznie ze sprowadzeniem jej do nędznej codzienności życia, a artysta, który tak czyni, nie jest godny miana artysty.
Człowiek, który używa tego określenia względem siebie nie podlega żadnej idei, ani nikt nad nim nie stoi i nie może go kontrolować.
Artysta jest swego rodzaju nauczycielem „ubogich dusz”, ludzi zamkniętych na odbiór sztuki w pojęciu metafizycznym.

Czy zbrodnię można w jakikolwiek sposób usprawiedliwić?

Chyba każdy kto zbłądził w swoim życiu i zrobił coś złego szukał odpowiedzi na to pytanie.

Osobiście uważam, że ciężko jednogłośnie stwierdzić czy jakiś czyn należy chociaż częściowo usprawiedliwić biorąc przy tym pod uwagę wszelkie okoliczności łagodzące, takie jak motyw danego człowieka, stan psychiczny, czy też powinniśmy się skupić jedynie na dokonanej zbrodni , ponieważ w momencie, w którym ktoś postanowił zboczyć z drogi i postąpić niewłaściwie, automatycznie musiał się liczyć z karą, jaka go później spotka oraz ze wszystkimi konsekwencjami swojego czynu. Myślę, że również warto zadać sobie tutaj pytanie czy tak naprawdę mamy prawo dany czyn oceniać, rozpatrywać, skoro nie jesteśmy w stanie postawić się na miejscu danego człowieka i nie wiemy jak wyglądało jego życie przed wszystkimi zdarzeniami.

 Wystarczy spojrzeć na nas jako na społeczeństwo porozrzucane po całym świecie, aby zrozumieć, że życie nie jest sprawiedliwe, a sytuacja każdego człowieka wygląda inaczej. Nikt nie zaczyna budować swojej historii z tego samego miejsca, czasu, w otoczeniu takich samych ludzi, wydarzeń, wartości, zasad. Każdy zaczyna inaczej i w pewnym momencie człowiek nie widzi już tego „odpowiedniego” i moralnego wyjścia z danej sytuacji.

Szukając przykładów, w których próbowałabym porozkładać na czynniki pierwsze mechanizmy myślenia, na których opierał się człowiek podejmujący się dokonania danej zbrodni, postanowiłam sięgnąć do Biblii, a dokładnie do księgi Judyty, która podstępem rozkochała, a następnie zamordowała wodza wojsk asyryjskich, które zaatakowały jej kraj. Kiedy cała Betulia się poddała, a jej mieszkańcy nie mieli już w sobie nadziei,  Judyta, która była uznawana za wdowę, wykazała się niesamowitym sprytem i za sprawą swojej urody dostała się do obozu Holofernesa i zdobywszy sobie jego zaufanie, gdy ten spał i absolutnie niczego się nie spodziewał, kobieta go zabiła, obcinając mu głowę. W ten sposób Judyta powoduje ucieczkę wrogiego wojska i tym samym przyczynia się do zwycięstwa Betulii, której mieszkańcy obwołują ją wielką bohaterką. Myślę że po krótkim zapoznaniu się z historią Judyty, w większości  uważamy, że z naszego punktu widzenia postąpiła ona słusznie i być może sami, będąc na jej miejscu postąpilibyśmy podobnie.

 W końcu chciała uratować swoją ojczyznę, ludzi których kochała, natomiast można by się tutaj pokusić jednak o moralne wątpliwości, bo odrzucając wcześniej wspomniane wszelkie okoliczności poboczne i pomijając fakt, że zrobiła to dla dobra ogółu i wystąpiła w pewnego rodzaju pozycji obronnej, gdy to ktoś inny zaatakował jej ojczyznę to biorąc pod uwagę tylko i wyłącznie sam czyn kobiety, zaplanowała i popełniła ona morderstwo, a różnica jest jedynie taka, że była to pewnego rodzaju samoobrona. Nie chciała się biernie przyglądać jak jej miasto i kraj upada.

 Osobiście rozumiem dlaczego to zrobiła i prawdopodobnie gdyby nie została do tego zmuszona przez sytuację i chęć uratowania tego co tak bardzo kochała, nie dopuściłaby się morderstwa. Bohaterka nie poniosła żadnej kary, a jedyną konsekwencją jej czynu była wolność jej ojczyzny.

Kolejnym według mnie naprawdę ciekawym przykładem bohatera, którego historię chciałabym przybliżyć jest Rodion Raskolnikow, który jest główną postacią „Zbrodni i kary” autorstwa Fiodora Dostojewskiego. Mężczyzna od samego początku usiłuje uzasadnić swój czyn i to, że spełnia jedynie swój moralny obowiązek, który został mu odgórnie nałożony i przypisany. Twierdzi, że poniekąd został stworzony, aby uratować/naprawić ludzkość, bo sam uważał się za kogoś ponad innymi.

Sam nadał sobie prawo do zbrodni w imię lepszego bytu ogół oraz samodzielnego wytaczania sprawiedliwości, która według niego nie istniała. Przechodząc do sedna, Raskolnikow zdecydował się pozbyć jednostki, która zatruwała świat w jego głowie i nie powinna żyć w społeczeństwie, ponieważ sprawiała, że było jeszcze bardziej zepsute. Żył w skromnych warunkach, miał trudności ze studiowaniem i doskwierał mu brak gotówki, a w momencie, w którym naprawdę jej potrzebował, musiał zapożyczać się u lichwiarki, która stała się jego celem. Była to kobieta bezwzględna i zachłanna, która żerowała na ludzkim nieszczęściu, a bohater miał jej wiele do zarzucenia.

Ostatecznie niestety ‘’idealny’’ plan Rodiana się nie powiódł, a oprócz lichwiarki, której chciał się pozbyć, przez przypadek zginęły niewinne osoby. Bohater zaczyna zdawać sobie sprawę z czynu jakiego dokonał i uświadomił sobie, że nie istnieje coś takiego jak usprawiedliwienie morderstwa w imię swoich wyższych ideałów i nie może decydować za Boga, kto powinien przeżyć, a kto na to nie zasługuje, bo jest takim samym człowiekiem i również popełnia błędy. Bohater doświadczył  wyrzutów sumienia, które sprawiły, że stał się jeszcze bardziej zagubiony w swoich własnych myślach i rozdarty w tych wszystkich zdarzeniach. Finalnie postanowił przyznać się do winy i ponieść konsekwencje swoich czynów. Oczywiście ponownie możemy wziąć pod uwagę takie aspekty jak zdrowie psychiczne bohatera czy też zbrodnię w amoku i zaślepienie wyższymi ideami oraz wszelkie traumy jakich doświadczył we wczesnych latach swojego życia i które go po części ukształtowały, natomiast w dalszym ciągu, zbrodnia pozostaje zbrodnią i osoba, która planuje tak jak w tym przypadku morderstwo, musi liczyć się z wszelkimi konsekwencjami.  

Idąc za ciosem, chciałabym odwołać się do przykładu postaci okrutnej i bezwzględnej jaką była Balladyna , która w imię swoich zamierzonych celi i ślepej pogoni za władzą, zdecydowała się na zamordowanie każdego, kto stał jej na drodze. Była w stanie zabić rodzoną siostrę oraz posłać własną matkę na tortury. Zabiła również ówczesnego władcę, a później także człowieka, który pomógł jej w morderstwie, ponieważ nie chciała z nikim dzielić swojej władzy. Zabiła wielu niewinnych ludzi i skutecznie pozbywała się wszelkich przeszkód i potencjalnego zagrożenia. Bohaterka w pewnym momencie dostała szansę od losu i mogła przywrócić swoją siostrę do życia, a tym samym odmienić bieg wydarzeń, które ciągnęły za sobą jedynie śmierć, natomiast kobieta nie potrafiła zawrócić z drogi, która prowadziła ją do upragnionego celu. Finalnie nie udało jej się uciec od konsekwencji swoich czynów oraz zła jakiego wyrządziła i w dniu swojej koronacji została zabita przez piorun, który spadł z nieba.

Uważam, że Balladyna w pełni zasłużyła na karę jaka ją spotkała. Odnoszę również wrażenie, że nie potrafiła kochać, ani darzyć nikogo uczuciem, a w tym, wbrew pozorom, nawet samej siebie. Chciała zdusić w sobie człowieczeństwo i wyzbyć się wszelkich emocji, które w jej mniemaniu oddalały ją od celu, który był dla niej ważniejszy, niż życie nawet swojej własnej rodziny.

   Tytułowa bohaterka książki Sofoklesa, Antygona nie mogąc pogodzić się z ówczesnym prawem i zakazowi chowania zdrajców nadanemu przez władcę- Kreona, postanowiła w symboliczny sposób pochować swojego zmarłego brata –Polinejkesa, który zginął w bitwie i zgodnie z prawem, niemożliwe było pochowanie go z należytym szacunkiem i obrzędem. Za ten czyn została skazana na śmierci. Przykład Antygony może się nam wydać nieco kontrowersyjny, bo w końcu nie zrobiła ona nic złego. Nie wyrządziła nikomu żadnej krzywdy, a jedynie chciała uspokoić swoje sumienie i zapewne w większości czujemy duża niesprawiedliwość w związku z karą jaka ją spotkała, bo nie była ona słuszna, natomiast zgodnie z panującym prawem, podjęła się czynu zakazanego, a ustąpienie jej pokazało by jedynie słabość, aktualnego władcy i częściowe przyzwolenie na tego typu sytuacje.

Odpowiadając na tytułowe pytanie, uważam, że oczywiście możemy szukać usprawiedliwienia dla zachowania danego człowieka i próbować podążać drogą, która go zwiodła i nakłoniła do podejmowania takich, a nie innych decyzji, natomiast w moim odczuciu zbrodnia w dalszym ciągu pozostanie zbrodnią, a sam fakt tego, iż dla jednego będzie ona słuszna z osobistych pobudek  i być może będzie zbawienna dla niego, bądź też ogółu lub nawet w imię wyższych idei całego świata nie sprawia, że dany czyn traci nagle na wartości i staje się mniejszym złem, ponieważ tak to wygląda tylko i wyłącznie w oczach ludzi, którzy widzą w tym korzyści i usiłują znaleźć usprawiedliwienie. Według mnie każdy powinien ponosić odpowiedzialność za swoje czyny i liczyć się z ich konsekwencjami.

Jeżeli natomiast chodzi o wymierzanie sprawiedliwości to oczywiście każdy przypadek jest inny i mimo wszystko jestem zdania, aby niekiedy brać pod uwagę okoliczności łagodzące, natomiast tak czy inaczej konsekwencje prawne nie powinny zostać całkowicie odrzucone, a kara powinna być adekwatna do czynu jakiego dopuściła się dana jednostka.

Przykłady, które zdecydowałam się podać znacznie się różnią. W każdym możemy zaobserwować kompletnie inne zachowania, konsekwencje i motywacje danego czynu, niemniej jednak każdy niósł za sobą skutki i tylko w jednym przypadku były one ostatecznie pozytywne, ale tak jak wyżej wspomniałam, jedynie dla jednej strony.

Podsumowując uważam, że nie mamy prawa jako ludzie wymierzać sprawiedliwości między sobą i decydować o tym, kto według nas zasługuje na życie, a kto nie. Jednocześnie  jako społeczeństwo i po prostu gatunek ludzki powinniśmy poszerzyć swoje pole widzenia i zawsze brać pod uwagę ciąg przyczynowo -skutkowy i uświadomić sobie, że każda podjęta przez nas decyzja, zarówno ta dobra jak i zła, będzie niosła za sobą dalsze następstwa, a tylko i wyłącznie od nas zależy, którą opcję zdecydujemy się wybrać.  Niemal każda decyzja ma wpływ nie tylko na naszą osobę ale też na innych ludzi

„Miłosierdzie gminy”

W dzisiejszym wpisie chciałabym pochylić się nad tekstem autorstwa Marii Konopnickiej i krótko omówić problematykę jaką poruszyła w swojej noweli zatytułowanej „Miłosierdzie gminy”. Pokazała nam cały przekrój społeczeństwa. Ludzi postawionych niżej jak i wyżej w hierarchii ważności. Podkreśliła istniejącą już przepaść pomiędzy urzędnikami, rzemieślnikami i generalnie osobami, które nie narzekały na małą ilość pieniędzy, a tymi którzy byli niedołężni , chorzy, wiekowi, bezdomni i pracowali dla tych wyżej postawionych, czyli zaliczała się do tego również służba. Byli to ludzie odtrąceni przez społeczeństwo, potrzebujący pomocy i opieki, często dachu nad głową. Ucieleśnieniem tego wszystkiego był Kuntz Wunderli, który miał zostać sprzedany i w zamian za opiekę i dach nad głową miał sprawować funkcję parobka. Ludzi, którzy byli przygotowani do licytacji oglądano niczym zwierzęta w zoo. Handel był w pełni akceptowany przez mieszkańców miasteczka i uznawany za humanitarny. Według nich to było błogosławieństwo dla tych biednych, samotnych i schorowanych degeneratów społeczeństwa. Konopnicka pod tytułem jaki nadała noweli, chciała zdemaskować prawdziwe intencje gminy i bezduszność jej mieszkańców, którzy chcieli się pozbyć i wzbogacić na ludziach pod przykrywką rzekomej pomocy. Autorka słusznie nawiązała do religii i najważniejszej zasady chrześcijaństwa, która straciła na znaczeniu w obliczu chęci zysku . W tekście w sposób dosadny podkreślona została władza jak i rola jaką sprawował pieniądz, który w tym przypadku decydował o dalszym losie człowieka. Świadczył o jego wartości. Całość pokazała jak niewiele znaczy życie ludzkie w obliczu możliwości wzbogacenia się na jego cierpieniu oraz to jak łatwo jest zatracić się w chęci posiadania i stracić ludzkie wartości oraz tytułowe miłosierdzie.

„Marta”

Fragment tekstu autorstwa Elizy Orzeszkowej jest niezwykle poruszający w swojej prawdziwości. Autorka zdecydowała się dobitnie przedstawić stereotypowy obraz kobiety sprzed ponad stu lat, przemawiając przy tym głosem społeczeństwa. Wówczas kobieta była postrzegana jako nic nieznaczący przedmiot. Dopiero u boku mężczyzny nabierała znaczenia i wartości. Bez niego była zerem, a on był liczba dopełniająca. Kobieta miała swoje funkcje i „zadania”, które musiala spełnić. Nie miała prawa głosu, bo jej głosem był mężczyzna i wybawca. Powinna zawsze dobrze wyglądać i być niczym biżuteria na wystawie w sklepie jubilerskim, tak, aby przyciągać uwagę jak największej ilości potencjalnych nabywców. Jeśli go nie znajdzie, bądź też go straci, automatycznie staje się kawałkiem metalu z plamami rdzy wiecznej boleści, staje się zerem. Jest to dla mnie przerażający obraz traktowania człowieka, istoty ludzkiej i miażdżenia jej praw. Jednocześnie zdaję sobie sprawę, że coś takiego miało i nadal ma miejsce na świecie w którym żyje, a z drugiej strony nie jestem w stanie pojąć jak można porownywac kobietę do rzeczy i stawiać ja niżej niż mężczyznę, który jest takim samym człowiekiem jak ona. Dlaczego kobieta sama nie może być niezależna całością i nie ma prawa żyć dla siebie. Powinna być w domu, dla męża i dzieci. Rodzić ich jak najwięcej, gotować, prac i sprzątać. Nie ma prawa rozwoju i wykonywania zawodu, a nawet jeśli aktualnie może i ma taką możliwość, to w dalszym ciągu może się zdarzyć, że nie otrzyma jednakowego wynagrodzenia będąc na tym samym stanowisku i wykonując te same czynności. To wszystko dzieje się w dalszym ciągu na całym świecie i na różnych płaszczyznach. Prawa człowieka są pomijanymi paragrafami, są deptane. Uważam że w wielu przypadkach wynika to z braku doinformowania. Małym dziewczynkom jak chłopcom są od początku wpajane wartości, nakazy, zakazy i to co wypada i powinni robić. To co jest przypisywane ich identyfikacji cielesnej. Według mnie jedynym sposobem walki z nierównością i zerwaniem krzywdzących stereotypów jest mówienie głośno o prawach człowieka, o tym że każdy nim jest i każdy podlega prawu jednakowo oraz że zarówno kobiety jak i mężczyźni są ważni i spełniają ważne funkcje w społeczeństwie, a przede wszystkim są oddzielnymi jednostami decydującymi o samych sobie.

Zegarek

Czerwonawy, surowy budynek, zionący chłodem, na który spogląda Alicja. Wydaje się być teraz klatka na dnie oceanu. Kobieta bierze głęboki wdech i uspokajający wydech otwierając jednocześnie bramę. Pnie się po schodach aż w końcu ma przed oczami drzwi z numerem 16

-„puk puk”

Alicja słyszy kroki, a po chwili ukazała jej się wysoka, lekko zaspana i przecierająca oczy postać mężczyzny.

-Witam. Jestem w sprawie listu… Alicja Pogmatowska.

– Aaaa tak tak zapraszam. Paweł.

Oczom Alicji ukazało się małe, ciasne mieszkanie, przesiakniete wonia tytoniu, pomimo, że aktualny mieszkaniec nie był palaczem. Zapach dzieciństwa tak bardzo zapadł dziewczynie w pamięci, że przeżywała każde przesunięcie stopy po obdartych i sprochnialych panelach, każdy krok wywoływał dreszcze i sprowadzał jej myśli do dziecięcych lat. Stara, wysłużona już wersalka, której sprężyny zdawało się, że chciały wyskoczyć w gescie poddania przypominały jej o dziadku, z którym spędzila praktycznie całe dzieciństwo. To on ją wychowywał, gdy ojciec ją zostawił, a matka pracowała całe dnie, by i tak pod koniec dnia się upić.

Z nostalgicznego nastroju wybiły ją słowa nadawcy listu

-Oto zegarek… Tak jak napisałem w liście z początku myślałem, że to niewiele znaczący kawałek tworzywa, natomiast po dokładniejszych oględzinach, grawerowanie z tyłu uświadomiło mi, że to nie jest zwykły, pokryty rdza zegarek… Kobieta u której zalatwialem formalności pomogła mi do Ciebie dotrzeć, a właściwie to do Twojego dziadka, bo to on był wcześniejszym mieszkańcem.

Wiem że może się to wydawać dziwne, ale czułem, że powinienem to zrobić. Pamiętam jak byłem dzieckiem i pewnego razu, starsza kobieta przyniosła mojej mamie medalik, jak się później okazało, należał do mojego ojca, który zginął na wojnie i postawiłem sobie za cel oddanie zguby, jako że mieszkanie jest w stanie zastoju od lat.

Alicja dokładnie lustrowała przedmiot i ze łzami w oczach dotykała gładkich krawędzi dołu zegarka, czując pod palcami litery, których wcześniej nie znała

A.B. „NA ZAWSZE”

-Ten zegarek to pamiątka po moim zmarłym dziadku, nadal mam jego obraz w głowie… Jakby za mgła, ale wciąż jest i nie potrafi mnie opuścić od lat. Czasem faktycznie nadal czuję jego obecność. Kochał mnie. Był jedyna osoba, która mówiła to szczerze i pokazywała każdego dnia będąc przy mnie i trzymając mnie za rękę w złych chwilach i ciesząc się wraz ze mną z najmniejszego sukcesu… Czasami mam wrażenie, że nadal to robi

-przepraszam, że zapytam, ale mieszkałaś sama z dziadkiem?

-rodzice się rozwiedli, ojciec zapomniał, a matka udawała że się stara, do momentu aż to wszystko ja zgniotło i popadła w nałóg. Zostałam sama i gdyby nie on, nie wiem czy bym z Tobą rozmawiała w tym momencie

– Dziękuję-powiedziała ocierając łzy i uporczywie ściskając zegarek

Po głębokim i nerwowym wydechu, Alicja poczuła się jakby weszła w skórę małej, zagubionej dziewczynki. Miała ochotę ją rozszarpać. Nie chciała już nigdy czuć bezsilności.

Mężczyzna nie wiedział co robić. Podszedł i położył jej dłoń na ramieniu, a w jego spojrzeniu można było dostrzec szczere współczucie i zrozumienie.

-Ten dom… te obdrapane mury, są jak cmentarz miłości… Wszystko co kiedyś można było nazwać uczuciem ulecialo, zniknęło, przepadło i zniszczylo

Kobieta otarła łzy. Nie chciała pokazywać emocji, a tym bardziej nieznajomemu. Podniosła się i postawiła pierwszy krok, a stare deski zapadły się pod jej ciężarem.

Rozległ się krzyk i huk.

Paweł w ulamku sekundy złapał dziewczynę

-tak jak mówiłem-powiedział sadzając Alicję na kanapie-Ten dom straszy pustkami od lat.

Kobieta wyciągnęła nogę lekko sycząc

-wszystko w porządku?

-Chyba tak, ale boli mnie kostka…Mam wrażenie, że o coś uderzyłam

Zdziwiony mężczyzna poszedł to sprawdzić i jak się okazało w podłodze, pod deskami było ukryte pudełko.

-faktycznie miałaś rację. Coś znalazłem

Alicja nie ukrywała zdziwienia. Patrzyła się dużymi oczami na Pawła, który zaczął przeglądać mały stos papierów, który się w nim znajdowal.

-Czekaj, czekaj… Nic nie rozumiem… Anna… Anna Benet….

-Jaka Anna?! – zapytała poddenerwowana Alicja

– babcia mojej siostry… Znaczy się właściwie to kuzynki. Jako dzieci potrafiliśmy się bawić całymi dniami zapominając o upływającym czasie, ale niestety wyprowadziliśmy się z rodzicami do innego miasta i kontakt się urwał.

Poplamiony pergamin wręcz krzyczał, gdy Paweł wertował listy, zapiski, wyrwane, zalane tuszem kartki.

-kto to wszystko napisał…

Alicji przemknął impuls, który kazał jej wyrwać kartki i w chaosie czytac fragmenty, które były zdatne do odszyfrowania.

„Dla mojej ukochanej” „A. B” „Czas nic nie znaczy” „została mi tylko ona” „być może kiedyś nasze drogi znowu się połącza” „zrozum” „wybacz” „kocham Cię i nigdy o Tobie nie zapomnę”

Znalazła rozlany podpis „NA ZAWSZE. ED”

-Nagle przed oczami, z prędkością wyznaczona przez emocje, mignął jej obraz dziadka, który pochylony pisał listy obok wypalającej się smieczki i zrozumiałam czym jest prawdziwa miłość. On ją miał, czuł że jest dla kogoś ważny, a ja nigdy tego nie zaznałam. Dał mi to czego być może nigdy w życiu już nie doświadczę, ani nie poczuję kosztem własnego szczęścia

Po policzkach popłynęły mi dwie samotne łzy. Spojrzałam się na Pawła, który rozumiał oczami. I zdawał się zapisywać moje każde jedno zdanie czy gest

-Tak bardzo chciałabym móc z nim teraz porozmawiać. W tym momencie…Zmarł 7 lat temu na nowotwór, nie zdążyłam się z nim pożegnać i powiedzieć mu jak bardzo go kocham i dziękuję za to, że się mną opiekował tak jak tylko potrafił, mimo, że bywało ciężko

Mężczyzna wpatrywał się zamyślony w nieszczelne ramy okna, nasłuchując spadających kropli deszczu.

-Mam gdzieś spisany adres tej kuzynki… Może jej babcia jeszcze żyje i mogłabyś z nią porozmawiać, dowiedzieć się czegoś

-podniosłam powoli każdy jeden wbity kawałek siebie i tak kręg po kręgu widziałam zmartwiona twarz mężczyzny i wielkie, ciemne oczy, w których widoczna była pustka i zmrożona nie wiedziałam co powiedzieć… Podeszłam i go przytuliłam. Nie wiem dlaczego to zrobiłam. Wydawało mi się to jedna z bardziej ludzkich rzeczy jakie mogę w tej chwili zrobić.

-Dziękuję-odpowiedzialam, a w tle słychać było jedynie ciche tykanie zegara i spadające krople deszczu, które uosobnialy nieubłagana nicość.