Zegarek

Czerwonawy, surowy budynek, zionący chłodem, na który spogląda Alicja. Wydaje się być teraz klatka na dnie oceanu. Kobieta bierze głęboki wdech i uspokajający wydech otwierając jednocześnie bramę. Pnie się po schodach aż w końcu ma przed oczami drzwi z numerem 16

-„puk puk”

Alicja słyszy kroki, a po chwili ukazała jej się wysoka, lekko zaspana i przecierająca oczy postać mężczyzny.

-Witam. Jestem w sprawie listu… Alicja Pogmatowska.

– Aaaa tak tak zapraszam. Paweł.

Oczom Alicji ukazało się małe, ciasne mieszkanie, przesiakniete wonia tytoniu, pomimo, że aktualny mieszkaniec nie był palaczem. Zapach dzieciństwa tak bardzo zapadł dziewczynie w pamięci, że przeżywała każde przesunięcie stopy po obdartych i sprochnialych panelach, każdy krok wywoływał dreszcze i sprowadzał jej myśli do dziecięcych lat. Stara, wysłużona już wersalka, której sprężyny zdawało się, że chciały wyskoczyć w gescie poddania przypominały jej o dziadku, z którym spędzila praktycznie całe dzieciństwo. To on ją wychowywał, gdy ojciec ją zostawił, a matka pracowała całe dnie, by i tak pod koniec dnia się upić.

Z nostalgicznego nastroju wybiły ją słowa nadawcy listu

-Oto zegarek… Tak jak napisałem w liście z początku myślałem, że to niewiele znaczący kawałek tworzywa, natomiast po dokładniejszych oględzinach, grawerowanie z tyłu uświadomiło mi, że to nie jest zwykły, pokryty rdza zegarek… Kobieta u której zalatwialem formalności pomogła mi do Ciebie dotrzeć, a właściwie to do Twojego dziadka, bo to on był wcześniejszym mieszkańcem.

Wiem że może się to wydawać dziwne, ale czułem, że powinienem to zrobić. Pamiętam jak byłem dzieckiem i pewnego razu, starsza kobieta przyniosła mojej mamie medalik, jak się później okazało, należał do mojego ojca, który zginął na wojnie i postawiłem sobie za cel oddanie zguby, jako że mieszkanie jest w stanie zastoju od lat.

Alicja dokładnie lustrowała przedmiot i ze łzami w oczach dotykała gładkich krawędzi dołu zegarka, czując pod palcami litery, których wcześniej nie znała

A.B. „NA ZAWSZE”

-Ten zegarek to pamiątka po moim zmarłym dziadku, nadal mam jego obraz w głowie… Jakby za mgła, ale wciąż jest i nie potrafi mnie opuścić od lat. Czasem faktycznie nadal czuję jego obecność. Kochał mnie. Był jedyna osoba, która mówiła to szczerze i pokazywała każdego dnia będąc przy mnie i trzymając mnie za rękę w złych chwilach i ciesząc się wraz ze mną z najmniejszego sukcesu… Czasami mam wrażenie, że nadal to robi

-przepraszam, że zapytam, ale mieszkałaś sama z dziadkiem?

-rodzice się rozwiedli, ojciec zapomniał, a matka udawała że się stara, do momentu aż to wszystko ja zgniotło i popadła w nałóg. Zostałam sama i gdyby nie on, nie wiem czy bym z Tobą rozmawiała w tym momencie

– Dziękuję-powiedziała ocierając łzy i uporczywie ściskając zegarek

Po głębokim i nerwowym wydechu, Alicja poczuła się jakby weszła w skórę małej, zagubionej dziewczynki. Miała ochotę ją rozszarpać. Nie chciała już nigdy czuć bezsilności.

Mężczyzna nie wiedział co robić. Podszedł i położył jej dłoń na ramieniu, a w jego spojrzeniu można było dostrzec szczere współczucie i zrozumienie.

-Ten dom… te obdrapane mury, są jak cmentarz miłości… Wszystko co kiedyś można było nazwać uczuciem ulecialo, zniknęło, przepadło i zniszczylo

Kobieta otarła łzy. Nie chciała pokazywać emocji, a tym bardziej nieznajomemu. Podniosła się i postawiła pierwszy krok, a stare deski zapadły się pod jej ciężarem.

Rozległ się krzyk i huk.

Paweł w ulamku sekundy złapał dziewczynę

-tak jak mówiłem-powiedział sadzając Alicję na kanapie-Ten dom straszy pustkami od lat.

Kobieta wyciągnęła nogę lekko sycząc

-wszystko w porządku?

-Chyba tak, ale boli mnie kostka…Mam wrażenie, że o coś uderzyłam

Zdziwiony mężczyzna poszedł to sprawdzić i jak się okazało w podłodze, pod deskami było ukryte pudełko.

-faktycznie miałaś rację. Coś znalazłem

Alicja nie ukrywała zdziwienia. Patrzyła się dużymi oczami na Pawła, który zaczął przeglądać mały stos papierów, który się w nim znajdowal.

-Czekaj, czekaj… Nic nie rozumiem… Anna… Anna Benet….

-Jaka Anna?! – zapytała poddenerwowana Alicja

– babcia mojej siostry… Znaczy się właściwie to kuzynki. Jako dzieci potrafiliśmy się bawić całymi dniami zapominając o upływającym czasie, ale niestety wyprowadziliśmy się z rodzicami do innego miasta i kontakt się urwał.

Poplamiony pergamin wręcz krzyczał, gdy Paweł wertował listy, zapiski, wyrwane, zalane tuszem kartki.

-kto to wszystko napisał…

Alicji przemknął impuls, który kazał jej wyrwać kartki i w chaosie czytac fragmenty, które były zdatne do odszyfrowania.

„Dla mojej ukochanej” „A. B” „Czas nic nie znaczy” „została mi tylko ona” „być może kiedyś nasze drogi znowu się połącza” „zrozum” „wybacz” „kocham Cię i nigdy o Tobie nie zapomnę”

Znalazła rozlany podpis „NA ZAWSZE. ED”

-Nagle przed oczami, z prędkością wyznaczona przez emocje, mignął jej obraz dziadka, który pochylony pisał listy obok wypalającej się smieczki i zrozumiałam czym jest prawdziwa miłość. On ją miał, czuł że jest dla kogoś ważny, a ja nigdy tego nie zaznałam. Dał mi to czego być może nigdy w życiu już nie doświadczę, ani nie poczuję kosztem własnego szczęścia

Po policzkach popłynęły mi dwie samotne łzy. Spojrzałam się na Pawła, który rozumiał oczami. I zdawał się zapisywać moje każde jedno zdanie czy gest

-Tak bardzo chciałabym móc z nim teraz porozmawiać. W tym momencie…Zmarł 7 lat temu na nowotwór, nie zdążyłam się z nim pożegnać i powiedzieć mu jak bardzo go kocham i dziękuję za to, że się mną opiekował tak jak tylko potrafił, mimo, że bywało ciężko

Mężczyzna wpatrywał się zamyślony w nieszczelne ramy okna, nasłuchując spadających kropli deszczu.

-Mam gdzieś spisany adres tej kuzynki… Może jej babcia jeszcze żyje i mogłabyś z nią porozmawiać, dowiedzieć się czegoś

-podniosłam powoli każdy jeden wbity kawałek siebie i tak kręg po kręgu widziałam zmartwiona twarz mężczyzny i wielkie, ciemne oczy, w których widoczna była pustka i zmrożona nie wiedziałam co powiedzieć… Podeszłam i go przytuliłam. Nie wiem dlaczego to zrobiłam. Wydawało mi się to jedna z bardziej ludzkich rzeczy jakie mogę w tej chwili zrobić.

-Dziękuję-odpowiedzialam, a w tle słychać było jedynie ciche tykanie zegara i spadające krople deszczu, które uosobnialy nieubłagana nicość.